Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
"Ukryta moc"

...pędzą taksówki w poprzek czasu...


"Ukryta moc"




Ukryta moc



Anarki przyczołgał się do wylotu z jaskini, aby przypatrywać się kąpiącym w jeziorze dziewczętom. O tej porze roku słońce kończyło swój odwieczny cykl i każdy chciał skorzystać z jego ostatnich promieni, gdyż miało wzejść dopiero za trzy miesiące. Ten rok był szczególny, ponieważ temperatura sprzyjała wodnym szaleństwom, co nigdy dotąd się nie zdarzyło. Anarki, jako że nie umiał pływać, gapił się na nagie ciała młodych dziewcząt, beztrosko bawiących się w przybrzeżnych zaroślach. Z takiej wysokości nie potrafił rozróżnić kto jest kto, ale nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Liczył się ulotny czar chwili, kiedy to on „widział wszystko”. Niech no tylko reszta chłopaków się dowie - pomyślał. Nikt już więcej nie będzie się śmiał z chudego, bezradnego Płomienia.

Chłopak miał piętnaście lat i wchodził powoli w dorosłe życie. Nad kilka miesięcy przed Próbą nie krył niepokoju o jej powodzenie. Dzień w dzień wypytywał szamana, Arevina, dlaczego trzeba ją przeprowadzić, jakie mogą być skutki uboczne i co się stanie, jeśli zawiedzie. Arevin był nieskończenie cierpliwy, jak na szamana przystało, i tłumaczył wszystko po kolei. Choć był już stary, zmęczony koczowniczym żywotem i podpierał się laską, niestrudzenie obchodził wszystkie domy w wiosce, pytając, czy w czymś nie pomóc. Za to go poważano.
- Synu – tak zwracał się młodzieńców, którzy nie odbyli Próby - o nic się nie martw. Od setek lat nikomu nie stała się krzywda podczas Próby.
To uspokajało chłopaka na jakiś czas.

Anarki siedział przy ognisku ze skrzyżowanymi nogami i wpatrywał się w wędrujące płomienie. Ogniki tańczyły w jego oczach, gdy wsłuchiwał się w opowieści Arevina. Marzył o dalekich wędrówkach, szalonych przygodach i bogactwie. Szaman jednak szybko sprowadzał go na ziemię.
- Anarki – szturchnął młodzieńca laską - coś mi się zdaje, że koniec na dzisiaj.
- Nie – ocknął się gwałtownie. - Wybacz, Arevinie, zamyśliłem się.
Szaman wpatrywał się chłopca. Czuł, że w tych delikatnych rysach i wątłym ciele skrywa się jakaś tajemnicza moc, coś, czego on nie potrafi zrozumieć. Gdybym tylko miał tu Jordana - pomyślał w przypływie wspomnień. On wiedział wszystko o mocach ziemi i na pewno coś by doradził. Arevin wiedział, że chłopak wykazuje inteligencję i spryt znacznie przekraczające średnią dla jego wieku. To już samo w sobie było niezwykłe, jako że jego rodzice niczym szczególnym się nie wyróżniali. Anarki nawet kolorem włosów wyróżniał się w plemieniu. Rówieśnicy wołali na niego Płomień, ponieważ jego długie złote włosy, powiewające na wietrze, zdawały się być właśnie językami ognia. Nic sobie z tego przezwiska nie robił, a z czasem nawet go polubił. W jego mniemaniu to określenie oznaczało znacznie więcej niż tylko złote włosy, chociaż jeszcze nie doszedł do tego. Czas pokaże - mówił sobie codziennie, wpatrując się w ognisko Arevina.
- Anarki – szaman znowu pchnął go laską – idź już do domu.
- No dobrze – mruknął chłopak, po czym wstał, otrzepał się z piasku i udał do chaty. Tam, jak zwykle, czekała go awantura.

Przylgnął do skały, instynktownie czując, że ktoś patrzy w jego kierunku. Bał się nakrycia bardziej niż czegokolwiek innego. Wiązała się z tym najgorsza kara z możliwych dla młodego chłopaka: publiczne przeprosiny. Spłonąłby ze wstydu, a potem zapewne uciekł.
Pragnął zjednoczyć się ze skałą, wtopić się nią, aby nikt go nie zauważył. Ścisnął powieki, błagając bogów o łaskę, lecz małą miał na wstawiennictwo szansę, o czym był przekonany. W końcu, co to byłby za bóg, który pomaga niegodziwcom?
Uczucie bycia obserwowanym powoli opuściło Anarkiego. Z duszą na ramieniu i ściśniętym sercem rozwarł powieki. Ze strachu zamknął je znowu. Jednak ciekawość przeważyła.
Miejsce to w starszej mowie zwano Ateis Duhr, a znajdowało się wewnątrz wzgórza... Anarki wstrzymał oddech, nic nie rozumiejąc z zaistniałej sytuacji. Stanął szybko na nogi i rozejrzał się po jaskini. Na ścianach poutykano pochodnie, lecz dawały one niewiele światła. Chłopak nigdy nie był w „studni oświecenia”, jak tłumaczono tę nazwę, gdyż wolno tam było wchodzić tylko szamanom. Grota w zasadzie nie różniła się niczym od wielu podobnych, za wyjątkiem owej tajemniczej studni. Anarki nie dawał wiary przesądom, jakoby sprowadzała na szamanów wizje czy umożliwiała porozumiewanie się z bogami, ale skoro już tam był...
Podszedł do krawędzi źródła, niemal potykając się o wystający z podłoża kryształ. W dole zionęła nieskończona pustka, aż zakręciło mu się w głowie i musiał cofnąć się nieco. Tylko cichy pogłos szumiącej wody potwierdzał, że to prawdziwa studnia. Anarki walczył ze sobą, aby nie odejść i pozostawić zagadki niewyjaśnionej. Coś mu jednak szeptało, że to jedyna i niepowtarzalna okazja. Nie miał zielonego pojęcia, jak wytłumaczy całe zdarzenie Arevinowi, jednak nie martwił się na zapas.
Położył się na brzuchu i podczołgał na skraj źródła. Spojrzał ponownie w dół, lecz nic szczególnego nie rzuciło mu się w oczy. Właściwie to nic nie widział, prócz kilku jarzących się kryształów sterczących ze ścian studni. Ładny widok, ale nic poza tym - stwierdził w duchu. Czas wracać.
Odwracał właśnie głowę, gdy malutki błysk w dole przykuł jego uwagę. Stopniowo zielonkawe światło zaczęło się przybliżać, rosnąc w oczach. Anarki przeraził się. Chciał wstać i uciec, lecz nie mógł się ruszyć. Własne ciało przestało go słuchać. Spróbował krzyknąć, lecz również bez powodzenia. Po chwili zamarł. Ponieważ zobaczył, co wynurza się z Ateis Duhr.
Zatrzymało się dosłownie przed jego oczyma. Chłopak był na skraju rozpaczy, ale nie mógł nic zrobić. Patrzył więc bezradnie, jak to „coś” go obserwuje. Anarki podświadomie czuł, że to nie jest żywe. Miało kulisty kształt z licznymi czułkami wystającymi po obwodzie. Czarną skorupę wykonano z metalu, czego on nie mógł pojąć, a dwa zielone światła, umocowane w górnej części, okręcały się wokół własnej osi. Chłopakowi najbardziej przypominało to przerośniętą żabę, tyle że one nie latają. Zastanowił się, skąd mogło się owo dziwadło wziąć. Przypominał sobie po kolei wszystkie opowieści Arevina, wszystkie plotki krążące po wiosce i wszystkie rysunki wymalowane na ścianach grot w Górach Białych, gdzie plemię spędzało trzymiesięczną Porę Księżyca. Nic mu to jednak nie dało. Tak jak dalej tkwił w miejscu, tak dalej do niczego nie doszedł w swych przemyśleniach. No, dalej ropucho – wołał w duchu, chociaż to coś nie mogło go słyszeć. Powiedz, czym jesteś.
- Nie powinieneś tu być – odezwał się metalowy przybysz. Skierował światła na Anarkiego, choć jemu zdawało się, że to oczy. - Nie jesteś Arevin. Kim jesteś?
Wraz z tym pytaniem wróciła chłopcu sprawność mówienia. Odetchnął z ulgą, mogąc coś w końcu z siebie wydusić.
- Jestem Anarki – odpowiedział. - A kim ty jesteś?
- Dwa-dwa-dwa-trzy-osiem-cztery-jeden – odparło dziwadło.
- Co?
- Dwa-dwa-dwa-trzy-osiem-cztery-jeden – powtórzyło.
- To twoje imię?
- Numer.
- Nie masz imienia? – zdziwił się chłopak.
- Nie.
- To wymyślę ci jakieś.
- Po co imię?
- A jak mam się do ciebie zwracać?
- Dwa-dwa-dwa-trzy-osiem-cztery-jeden.
- Tak nie można. Dam ci na imię Ropuch. Może być?
- Co to takiego Ropuch?
- Miłe zwierzątko – odparł Anarki, próbując się uśmiechnąć.
- Dobrze, Anarki. Tylko nie wiem, po co to wszystko, jeśli zaraz zginiesz.
- Dlaczego?!
- Bo nie jesteś szamanem.
- Jestem, ale jeszcze się uczę – powiedział, mając nadzieję, że Ropuch nie wyczuł kłamstwa.
- Skąd mogę mieć pewność?
- Musisz mi zaufać.
- Co to znaczy ufać?
- To znaczy, że jak ja coś powiem, to jest to prawdą i nie możesz tego kwestionować.
- Poczekaj. A jeśli moja wiedza będzie inna?
- To będzie znaczyło, że ktoś podał ci złe informacje.
- Dobrze, Anarki. Co zatem chcesz wiedzieć?
- Nie rozumiem.
- Skoro jesteś szamanem, przyszedłeś tu z jakimś pytaniem. Powiedzieć ci, jaka będzie pogoda jutro?
Chłopak się zastanowił. Wiązał po kolei fakty, by dojść do zaskakującego wniosku: Arevin kłamał, mówiąc o nachodzących go tam wizjach, o magicznym działaniu studni i rozmowie z bogami. Chociaż jeśli Ropuch może przepowiedzieć pogodę... Tylko namieszał sobie w głowie tymi rozmyślaniami.
- Skąd jesteś? – zapytał wprost.
- Z orbity.
- Orbity?
- Tak.
- A co to takiego?
- Dla was – niebo.
- Jesteś przybyszem z gwiazd? – zdziwienie w głosie Anarkiego było niemal namacalne.
- Z orbity. Zaprogramowano mnie, abym badał.
- Za... co?
- Zaprogramowano – powtórzył powoli Ropuch.
- A co to znaczy?
- Gdy mnie tworzono, wgrano we mnie pewien program, według którego działam.
- Nic nie rozumiem. Kto cię stworzył?
- Pewnie fabryka.
- Co to takiego?
- Miejsce, gdzie tworzy się różne urządzenia.
- Poczekaj. Stworzono cię na orbicie?
- Nie, na innej planecie.
- Czyli musiałeś się jakoś na orbitę dostać.
- Statkiem transportowym.
- Czym?
- Statkiem transportowym.
- Chyba za dużo mi powiedziałeś, bo rozbolała mnie głowa.
- To ty dużo pytasz.
- Mam jeszcze jedno pytanie, ostatnie.
- Jakie?
- Jakim cudem znalazłem się tutaj, kiedy jeszcze niedawno leżałem na szczycie wzgórza?
- To prawda?
- Tak.
Ropuch obleciał go dookoła, zabrzęczał dziwnie i wrócił na poprzednie miejsce.
- Anarki, mogłeś powiedzieć wcześniej, od razu bym cię zabrał.
- Gdzie? Ja nie chcę...
Po tych słowach chłopak dziwnie się poczuł, jakby rozpływał się w powietrzu.

Arevin martwił się nieobecnością Anarkiego. Zatroskany, chodził po okolicznych zagajnikach, zaglądając w każdy zakamarek. Czuł pod skórą, że stało się coś niedobrego, że tym razem młodzieniec przeholował. Na żaden ślad jednak nie natrafił. W końcu, w odruchu rozpaczy postanowił zapytać Ateis Duhr.
Wszedł do groty i zamarł. Tuż przy krawędzi leżało ubranie Anarkiego: biodrowa przepaska. Szaman potruchtał do studni i zaglądnął w głąb. Nic, tylko zionąca pustka. Przełknął gorzko ślinę.
- Jak ja to wytłumaczę jego rodzicom? – rzekł do siebie, przygnębiony.
Wtedy niespodziewanie zjawił się Gość.
- O co pytasz tym razem, Arevinie? – odezwał się. - I mów mi Ropuch.
- Co? – zmarszczył brwi szaman.
- Anarki nadał mi imię Ropuch, tak mnie od teraz nazywaj.
- Gdzie jest Anarki?
- Na orbicie.
- Co? – Arevin był przerażony. - Dlaczego?
- On ma moc, szamanie. Ogromną i utajoną, nawet ty jej nie zauważyłeś.
Starzec spuścił głowę.
- Tak myślałem – rzekł beznamiętnie – choć łudziłem się, że jest inaczej.
- W zamian za tak wspaniały materiał przyszły rok będzie równie ciepły – orzekł Ropuch.
- Dziękuję – ukłonił się Arevin, choć serce pękało mu z żalu.
- Oby tak dalej, a może wydłużymy wam Porę Słońca.
- Postaramy się, Gościu.
- Ropuch.
- Ach, wybacz, Ropuch.
Arevin opuścił „studnię oświeceń” skrajnie przygnębiony. Anarki był jego ulubieńcem i wiązał z nim wielkie nadzieje. Taka strata...
Usiadł przy ognisku, ściskając w dłoni przepaskę chłopca. Wpatrywał się obojętnie w skaczące ogniki, myśląc o Anarkim. Gdyby udało mu się odkryć jego moc wcześniej, zapewne nie doszłoby do tego. Winił się za utratę chłopca. Chociaż nie miał pojęcia, jakim sposobem wszedł do Ateis Duhr, straciło to na znaczeniu z chwilą, gdy opuścił wioskę, plemię i cały świat.
Po niedługim czasie Arevin wstał, rzucił przepaskę w ogień i patrzył, jak trawią ją płomienie. Gdy został z niej jedynie popiół, westchnął, otarł wilgotny policzek i udał się do chaty Anarkiego. Czekała go bardzo bolesna rozmowa.



aenim 21/05/2006 00:30:03 [Powrót] 'Say' sth